Alan Wake

Nie będę pisał o tym co mnie podnieca. Wiele recenzji jest w Internecie i obślinione słowa niestety przestały mnie już rajcować. Wszystko męczy, nawet granie. Nie myślałem, że jestem w stanie znienawidzić wirtualną zabawę, ale stało się. Cóż, gry zaczęły mnie odrzucać, a to chyba o nich dobrze nie świadczy. Skupie się na tych przykrych według mnie cechach danego tytułu. W jakim kierunku zmierza to co napiszę? Nie mam pojęcie i nie obchodzi mnie to. Nie zamierzam zarabiać tym na życie i nie będzie mi to ścierać sen z powiek. Chcę oceniać dane tytuły za to jakimi są koszmarami i co mnie w nich najbardziej wkurwia. Może to będą głębokie i bardzo konkretne rzeczy, a w większości mogą być tylko takie małe popierdółki, na które nigdy nie zwraca się uwagi lub po prostu się o nich nie wie. Jak będę to oceniał jeszcze sam nie wiem, ja mam pustą kartkę, a ty stek bzdur. Jeśli jesteś ciekaw co jest poniżej. to wystarczy ci tylko współczuć czytelniku. Powodzenia.

Pierwszą gra jaką będę próbował zmieszać z błotem jest Alan Wrak. Dlaczego? Bo ostatnio przez dwa dni męczyłem ją i jeszcze nie wymazałem z pamięci tym kilku godzin. Zapraszam do czytania. A w sumie wisi mi to.

Nie wiem jak dawno to było, ale wydaje mi się, że przed wypuszczeniem Xboxa 360 na rynek lub tuż po jego premierze. Chodzi o to, że jestem fanem tego typu rozrywki. Wchłaniam wszelkie przygody „Cichego Wzgórza” oraz „złych zombiaków”, nie mówiąc o „Samotności w Ciemności” i innych podobnych tytułach. Gdy usłyszałem o Alanie, zrobiło mi się ciepło i chciałem jak najszybciej zagrać. Było to może około cztery lata temu, ale mogę przesadzać. Pytam się ile można czekać na kawałek kodu? Okazuje się, że długo, ale ja zapomniałem o charyzmatycznym pisarzu, tuż po zniesieniu daty wydania tej gry. To było kiedyś. Dziś jestem po przejściu jej i powiem to tak, gra na jeden raz. Może za kilka lat wrócę do tego tytułu, ale nie miałem z nim tego dreszczu emocji co z pierwszym Silent Hillem, czy nawet z czwartym.

Gdybym chciał pobiegać po lasach Ameryki to bym to zrobił, ale musiałbym być idiotą gdybym myślał, że będę tam sam. Nie mówiąc już o wyborze pory joggingu. Ciemna noc się do tego nie nadaje, chyba, że się jest czterdziestoletnią dziewicą i chce się trochę zabawić. Lokalizacja w niektórych momentach jest powtarzającą się sekwencja biegania, po tych samych ścieżkach i sraniem pod identycznym drzewem. Nawet są te same liście, które zerwałem by się potrzeć. Robią to wszystko by rozciągnąć, już i tak krótką drogę fabularną. Nie chciało się wymyślić nowej lokacji i wrzucają nas kilka razy w to samo miejsce. Przebiegamy miasteczko w dzień pierwszy raz, a zaraz po pojawieniu się ciemności wracamy i oglądamy te same dziury i szukamy w tych samych miejscach spisanych stron, których i tak tam nie ma. Zamiast tym świecących kartek, mogli dać mapę lub ogromny banner z napisem „to w tę stronę, powinieneś ruszyć swoje cztery litery” lub ogromną strzałkę, świecącą na pół lasu. Owe kartki znalezione mówią nam, że kroczymy w dobrą stronę. Jeśli środek dupy w którym ukrywa się ciemność, można nazwać dobrym miejscem.

Kolejne przesadzenie pojawia się w stodole. Gdy widzisz tam ogromny kombajn, wiesz, że to już nie przelewki. Opętaną koparkę, mogłem zdzierżyć, ale ogromny kombajn, to już żarty. Czemu nie iść dalej i niech nas goni po ulicach miasta walec lub wóz strażacki z włączoną syreną. Jak pojawi się kontynuacja, będę wypatrywał strażaka Sama i jego groźnej sikawki. Choć w tej grze jest już za dużo osób udających strażaków, biegających z siekierami. Jakby w tym miasteczku wszyscy posiadali kilka sztuk tak na wszelki wypadek. Kochanie, podasz mi siekierę, tę która wisi nad łóżkiem. Właśnie pojawił się pies sąsiada na naszym podwórku, trzeba go nauczyć sikania gdzieś indziej lub po prostu skończmy z tym raz na zawsze. Opętani ludzie, ok. Opętane przedmioty nie. Szczególnie, latające wagoniki i beczki. A w szczególności latające lodówki. Uwaga, bo ci nasra na głowę zeszłorocznym serem i nasika kwaśnym mlekiem.

W kilku przypadkach dołącza jeden lub nawet dwoje sprzymierzeńców. Nie fajnie. Ułatwia to strasznie grę. Nie musisz nic robić tylko wystarczy świecić latarką. Oni za ciebie zmiotą każdego na waszej drodze. Niestety nie grzeszą inteligencją i potrafią się zgubić, nawet z taki sposób, że będziesz musiał zaczynać całą misję od początku. Głupia pani szeryf. Przynajmniej ma wielkie atrybuty na które można patrzyć podczas rozmowy. Jak i wielką spluwę dla wszystkich czarnych charakterów. Fabuła jest tutaj wielkim atutem, ale posiada wiele dziur i jeśli nie będziesz uważać i czuwać, łatwo się można zgubić. Odcinkowe pokazanie ostatniej, coś na wzór serialu, tutaj się nie sprawdza. Czy nikt z osób pracujących przy tworzeniu tego tytułu, nie wstał i nie powiedział głośno „To nie jest jakaś opera mydlana! To gra”. Ja bym to zrobił. Broń. Mogli się bardziej postarać. Światło spoko, ale zabrakło ognia. Mołotow i trochę palących się wrogów. To by było coś. Ciemność nie miała by szans. I to co mnie najbardziej rozczarowało, ostania walka. Zawsze czekam na ten ostatni moment, który wbije mnie w fotel i będzie trzymał kilka sekund, minut, bez ruchu. Pokaz możliwości konsoli, tak. Epicka bitwa dobra, ze złem, niestety nie. A tyle czasu na to czekałem i co dostałem, flarę w oko, aż światło wyszło mi odbytem.

Oceny będą tutaj troszkę obrazowe. Alanowie dam dwa obsrane kible na pięć możliwych. Czyli nie taka wielka gnojówka przed stodołą. Nie będzie tutaj żadnego podsumowanie, nie ma na to czasu i tak za dużo napisałem. Miało być krótko i na temat, a wyszła moda na sukces. Kto wie może będzie tego więcej. Mam taką nadzieję. Bo tak naprawdę nie ma gier idealnych, są tylko nasze idealne obrazy o nich.

Data dodania: 10 lipca 2010Autor: hongi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Copyright by EmuSite Team; 2006-2017
Design by Patryk M. (patro)

All rights reserved.

statystyka