Dragon Quest VIII: Journey of the Cursed King

   Niech żyje wolność, wolność i swoboda – tak między innymi można opisać wrażenia po grze w Dragon Quest VIII: Journey of the Cursed King. Jest to kolejna część serii Dragon Quest, która apogeum swojej popularności osiąga w Japonii i powoli, lecz jakże skutecznie, osiąga ją w Europie. Jest tu wszystko, wspaniała grafika, fantastyczny dźwięk, dobra fabuła, przyjemna rozgrywka, a także pewien element, który jest wisienką na tym torcie, kreska Akiry Toriyamy. Krótko mówiąc, przepis na wielki hit.


Dragon Quest VIII: Journey of the Cursed King – screeny (kliknij, by powiększyć)

   Już na początku muszę przyznać, że gra mnie totalnie zmiażdżyła, zafascynowała, krótko mówiąc: UWAGA!! WCIĄGA!! Czym tkwi to zjawisko przyciągania? Pomijając prawa fizyki, o których nie mam ochoty pisać, trzeba już na samym początku wspomnieć, że grafika – w końcu kreska Toriyamy – robi piorunujące wrażenie, naprawdę smakowicie to wygląda. Widać, że Toriyama zna się na rzeczy i spod jego kreski wyskoczyły wspaniałe, barwne, niezapomniane postacie. Wszakże nie samymi postaciami człowiek nie żyje i o tym twórcy też pamiętali, bo świat otaczający Nas w czasie gry robi nam miazgę w głowię i przyprawia o kisiel w spodniach. I tu mam prawo znów przytoczyć słowa „niech żyje wolność, wolność i swoboda” dlatego, że po całym świecie (a jest sporych rozmiarach) poruszamy się na nogach, możemy iść gdzie chcemy i to w pełnym trójwymiarze, z kamerą umieszczoną za plecami bohatera. Jednak proszę pamiętać o tym, że mimo braku widoczności agresorów, napotykamy się na nich dosyć często, więc uważać gdzie stąpacie, bo kara może być sroga! Jedynych przeciwników, których będziemy mogli zobaczyć to tzw. mini bossowie, z którymi walka jest ciężka i wyczerpująca, lecz nagrodą są itemy, które możemy zdobyć, a są one często bardzo ciekawe.

   Jednak jaki jest powód tak pięknej grafiki? Czyżby autorzy mieli słabą fabułę? Niestety, NIE! Może nie należy ona do najmocniejszych, nie jest najwyższych lotów, ale jest dobra, ba, dobra na tyle, by Nas wciągnąć w świat Dragon Quest na wiele godzin. Jak przedstawia się fabuła? Mianowicie pewien nadworny błazen Dhoulmagus, przez przypadek wchodzi w posiadanie magicznego berła, którym rzuca klątwę na zamek Trodain. Skutkiem tej klątwy jest zamienienie króla w zielonego potworka, a jego córki w klacz. Jedyną osobą, która przeciwstawiła się złemu urokowi jest Nasz gracz. Wyrusza on w pościg za sprawcą tego strasznego czynu, by zapobiec ogólnoświatowej katastrofie. Fabuła może trochę oklepana, ale dzięki luźnemu stosunkowi do niej, gra się naprawdę przyjemnie. O co chodzi z luźnym stosunkiem do fabuły? A no to już wyjaśniam. Mimo ciężkiego pościgu, Nasz bohater ma wiele wolnego czasu, by zająć się pobocznymi misjami, które możemy zdobyć w różnych miastach, miasteczkach lub w osadach.


Dragon Quest VIII: Journey of the Cursed King – screeny (kliknij, by powiększyć)

   W czasie rozgrywki Nasz bohater uzbiera czteroosobową ekipę, która mogłaby spokojnie robić burdy na imprezach, lecz jej prawdziwym powołaniem jest pokonywanie wrogów. Od początku gry możemy zawsze liczyć na pomoc Yangusa, po paru godzinach dołączy do Nas Jessica, a ostatnim wspaniałym jest Angelo. Jednak, żeby Nasza drużyna mogła spokojnie wymiatać wszystkich, potrzebna jest dobra taktyka, gdyż każdy z Naszych ludzi ma swoje zalety jak i wady. Dlaczego jest nam taktyka potrzebna, możemy przekonać się już na początku, gdzie łatwo nie jest. Jednak dzięki dobrej współpracy możemy sobie z każdym poradzić, ino trochę woli i chęci trzeba mięć. Nie zapominajmy o dźwięku w tej grze. Lektor jest wyśmienicie podłożony, ścieżka dźwiękowa robi dobry klimat, odgłosy w czasie walk na dobrym poziomie. Nie ma żadnych zacięć, przeskoków, jeżeli wiecie co mam na myśli. O tym aspekcie gry nie zapomniano i bardzo dobrze, bo robi to niestety zbyt wielu dobrych twórców, a dźwięk jak grafika i fabuła jest ważny!


Dragon Quest VIII: Journey of the Cursed King – screeny (kliknij, by powiększyć)

   Jak to na RPG przystało, z czasem Nasze postacie awansują na wyższe poziomy, podnosząc tym Nasze naturalne statystyki, ale także dając punkty umiejętności, które trzeba dobrze wykorzystać, gdyż jest ich mało. Dlatego trzeba rozwijać na maksimum jedną specjalizację, gdyż najwyższy poziom daje Nam specjalne ataki, które mogą ratować tyłek Yangusowi i reszcie ekipy. Fajnym urozmaiceniem są umiejętności dodatkowe, które mogą Nam pomagać jeszcze przed rozpoczęciem ataku. Natomiast co do samej walki, odbywa się ona w systemie turowym, najpierw rozkazujemy wykonanie danej czynności, a później możemy tylko patrzeć jak Oni wprowadzają to w życie, i tak do końca, czyli zabicia wszystkich przeciwników. Co mnie najbardziej boli w grze to zbyt misiowate stwory, długość zapisu gry, a także częste ładowanie się map. Gdy spędzimy więcej czasu w mieście, to zauważymy, że każdy NPC zachowuje się dokładnie tak samo. Ot co, wszystko do czego mogę się doczepić.

   Kolejny must-have dla fanów jRPG i zarazem jeden z najlepszych przedstawicieli tego gatunku na PS2. Śliczna bajkowa grafika, kreska Akiry Toriyamy, wpadająca w ucho muzyka – tak w kilku słowach można określić oprawę audio-wideo. Na pytanie co lepsze: FF czy DQ, odpowiem, że na dzień dzisiejszy Dragon Quest to mój faworyt.
 

  TYTUŁ GRY:
   Dragon Quest VIII: Journey of the Cursed King

PRODUCENT:
  Level 5

WYDAWCA:
  Square Enix

GATUNEK:
  RPG

DATY PREMIERY:
  PlayStation 2
– 27.11.2004 (Japonia)
– 15.11.2005 (USA)
– 13.04.2006 (Europa)

Data dodania: 25 grudnia 2009Autor: melwin


Copyright by EmuSite Team; 2006-2020
Design by Patryk M. (patro)

All rights reserved.

statystyka