Metal Gear Solid V: Phantom Pain pożegnaniem Kojimy

1 września to data, którą różni wiekiem postrzegają inaczej. Najmłodsi płaczą na myśl o szkole, najstarsi płaczą na myśl o II wojnie, a wszyscy pomiędzy płaczą, bo właśnie dziś na rynek trafia ostatni Metal Gear Solid autorstwa Hideo Kojimy.

Metal Gear Solid V: The Phantom Pain

Phantom Pain jest pieczęcią spajającą dorobek Kojimy-sana. Gra zewsząd zbiera bardzo wysokie oceny, które każą upatrywać w niej kandydata do gry roku. W końcu 95% na MetaCriticu i GameRankings nie zbierają przypadkowe produkcje.

Tym bardziej szkoda, że Konami ze względu na perfekcjonizm HK i rosnące koszty produkcji postanowiło pożegnać się z japońskim wizjonerem. Akcja wymazywania Kojimy z materiałów reklamowych paradoksalnie sprawiła, że nie tylko nikt o nim nie zapomniał, a jego nazwisko co i rusz odmieniane jest przez przypadki. Na pożegnanie stworzył on najlepszy gameplayowo tytuł w serii i zawiesił poprzeczkę niemożebnie wysoko nowym twórcom, którzy przejmą po nim pałeczkę. A to akurat pewne, w końcu to Konami.

Połączenie doskonałej skradanki i wielkiego otwartego świata, to to co czego nie dał nam jeszcze nikt. To sandbox inny niż GTA, ale mający też inne założenia. Kojima miesza sprawnie poważne tematy konfiktu wojskowego, by kilka chwil później dać nam możliwość pojmania wroga i wysłania go na baloniku do Motherbase. Nie rzuca nam 1,5 h filmików i nie epatuje przegadanymi dialogami. Aż dziwi, że kultowego Davida Haytera zamienił na Kiefera Sutherlanda. Mimo, że chronologicznie to piąta odsłona serii (9 lat po Ground Zeroes i 11 przed 1. Metal Gearem) to w końcu domyka wątki i daje ostateczne odpowiedzi na nurtujące pytania. To słodko-gorzki koktajl, który na lata wyznaczy poziom wszystkim tytułom, które spróbują pójść jego drogą.

Największa jednak szkoda, że tytuł ten tak bardzo jest mi obcy ze względu na konsolową ekskluzywność. Dobrze że Phantom Pain trafia także na blaszaki, bo nawet nieobeznanym w meandrach (oj zawiłych i to bardzo) fabuły sprezentuje niesamowite przeżycia. Nawet mnie jednak powyższy ostatni trailer Kojimy jednak gra na czułej strunie. Jako ciekawostkę dodam, że słychać w nim aktorkę, która użyczyła wizerunku Quiet – postaci, która przez całą grę nie wypowiada ani słowa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Copyright by EmuSite Team; 2006-2018
Design by Patryk M. (patro)

All rights reserved.

statystyka