Atak składanek cz. 2

   Słowo raz wypowiedziane nie powraca” – Horacy.
Dlatego też trzeba powiedzieć coś nowego. Zgodnie z zapowiedzią powracam wraz z przeglądem opisującym znane z pegasusowych składanek gry. W tym epizodzie weźmiemy pod lupę gry sportowe.

   W poprzednim odcinku zagościły tytuły, które pomimo iż mają na karku dobre 20 lat nadal urzekają swą grywalnością i są miło wspominane. Czy tak samo jest ze sportówkami zamieszczanymi na rosyjskich kartridżach? Czy stary jak świat Soccer nadal jest w stanie przyciągnąć do siebie fanów FIFY i PESA? Czy poczciwy Tennis może skraść nam trochę wolnego czasu, gdy w kącie czai się current-genowy Top Spin? Czy Excitebike wzbudza tyle emocji co Motorstorm? Niestety, ten gatunek gier szybko się starzeje i trudno powrócić do tego, co bawiło graczy kilka generacji wstecz. Zapytacie więc jaki jest sens wspominania tych produkcji? To proste, warto zobaczyć jak na naszych oczach dokonuje się nieustanny postęp.

Tennis
Ten tytuł urzeka mnie swoją prostotą. Do wyboru możliwość gry w singla lub wraz z kumplem, w debla. Następnie pozostaje jeszcze dopasowanie poziomu trudności (czytaj: prędkości piłki) i możemy grać. Proste. Muszę przyznać, że początkowo gierka może być trudna, ale wystarczy chwila treningu, by nabrać skilla. Dzieckiem będąc nauczyłem się przy Tennisie wielu brzydkich słów. Brało się to z tego, że grając w debla z kumplem często popełnialiśmy błędy i nie byliśmy dostatecznie zgrani. Często więc padały różnego rodzaju przekleństwa i wyzwiska, których używam (wstyd się przyznać) wobec niego do dziś. Różnica polega na tym, że teraz gramy w Tekkena.
Ocena: Rogera Federera tu nie spotkacie.

Soccer
Powracając do Soccera po latach czuję się mile zaskoczony. Niedawno grałem w kilka różnych gier piłkarskich dostępnych na emulatorze NES’a, ale żadna z nich nie zatrzymała mnie na dłużej niż dwie minuty. A tu niespodzianka. Soccer od Nintendo oczywiście nie ma startu do najnowszych produkcji nawiedzających czytniki konsol, ale ma w sobie cząstkę magii Ninty. Na początku musimy wybrać czy gramy sami, czy wraz z kumplem. Następnym etapem jest wybór jednej z ośmiu reprezentacji narodowych, które na dobrą sprawę różnią się tylko kolorem strojów. Piłkarze nie są opisani jakimiś statystykami. Ba, nie posiadają nawet nazwisk, ale komu to przeszkadza? Rozgrywka jest całkiem przyjemna a grafika jak na możliwości NES’a niebrzydka. Jako ciekawostkę dodam, że Soccer doczekał się kontynuacji na GameBoya Color, która pomimo pewnej umowności, jest najlepszą kopaniną na tę konsolkę.
Ocena: Zanim FIFA zaczęła królować na ekranach telewizorów…

Baseball
Powszechna globalizacja oraz postęp technologiczny ułatwiający przemieszczanie się z jednego zakątka Ziemi na drugi sprawiają, że narody i kultury świata coraz bardziej upodabniają się do siebie… Ten sam styl życia, ta sama mentalność, te same ulubione sporty… Taa jasne, guzik prawda. Powiedzcie mi, ilu z was pasjonuje się baseballem? Kiedy niektórzy nasi rodacy spróbowali zrozumieć ten sport i zaopatrzyli się nawet w odpowiedni sprzęt wyszło z tego ogromne nieszczęście. Szczególnie trudno było nauczyć się gry w baseball fanom piłki nożnej, którzy zaczęli zabierać swe kije na mecze piłkarskie… W „Baseballu”, niestety, nie uświadczymy takich atrakcji. Tutaj mamy do wyboru sześć drużyn, każda oznaczona jedną literką. Co dana literka oznacza, możemy się wyłącznie domyślać. Drużyny, podobnie jak w „Soccerze” różnią się tylko i wyłącznie kolorem strojów.
Ocena: Bejzbolowe to ja lubię tylko kije.

Golf
Na tle poprzednich tytułów „Golf” zaskakuje swym wykonaniem. Do gry zasiąść może dwóch graczy, ale odnalezienie drugiego desperata do zabawy może wam sprawić trudność. Zajmijmy się więc trybem single player. Ekran podzielony jest na trzy części. W lewej górnej części znajdziemy informację o kierunku i sile wiatru, punktację czy też liczbę oddanych uderzeń. W lewej dolnej części widzimy naszego golfistę oraz wycinek terenu, na którym się znajdujemy. Po prawej stronie znajduje się mapa wskazująca nam własne położenie oraz kierunek lotu golfówki (konia z rzędem dla tego, kto powie mi jak nazywa się piłka do golfa). Do wyboru mamy kilka kijów, różnice między nimi są odczuwalne więc warto poznać ich przeznaczenie.
Ocena: Wbrew pozorom całkiem dopracowana pozycja.

Excitebike
Spece z Nintendo postanowili wysilić się troszeczkę bardziej z nazwą, niż w przypadku „Soccera”, więc ich gra nie nosi dumnego tytułu „Motocross” lub „Motor Racing”. Jak na początek to już jest coś. Oczywiście Excitebike’a nie trzeba nikomu specjalnie przedstawiać. Mamy tu do czynienia z wyścigami popularnych „crossówek”. Na uwagę zasługuje sposób kierowania pojazdu. Cały czas musimy uważać by nie przegrzać silnika, a podczas wyskoku z górki mamy możliwość manipulowania motorem. Do wyboru jest pięć tras, opcja gry samotnie lub z przeciwnikami sterowanymi przez konsolę. Jeśli mało nam będzie jazdy na standardowych torach zawsze można skorzystać z dostępnego edytora. Excitebike to klasyka gier na NESa, która pojawiała się na różnego rodzaju składankach klasyków, chyba na wszystkich konsolach Nintendo. Gierka ta doczekała się również kontynuacji w postaci „Excitebike 64”, o której mało kto teraz pamięta, a na Wii pojawił się niedawno tytuł „Excitetruck” nawiązujący do tej pozycji.
Ocena: Nie wypada Ci nie znać tej gry.

W następnej części „Ataku składanek” dowiecie się co robi polski orzeł bielik na ruskim kartridżu, jakie trudności spotykają Japończyków przy tłumaczeniu ich gier na angielski, oraz w jaki sposób można nauczyć ptaki posługiwania się pompką rowerową. Trzymajcie się.

Data dodania: 31 sierpnia 2009Autor: czapel

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Copyright by EmuSite Team; 2006-2017
Design by Patryk M. (patro)

All rights reserved.

statystyka