Balloon Fight

Co wyjdzie z połączenia szczupaka, dzięcioła, pioruna w kształcie szurikena oraz balonów? Masa zabawy i dużo słów na ‚k’. Czyli kolejny odcinek antyrecenzji zabarwiony grafiką 8-miu bitów i nie ludzką wyobraźnią wymarłego pokolenia.

Antyrecenzje przeniosłem z nowoczesnych gier do świata pełnych dinozaurów oraz jaskiniowców. Prehistoryczne gry, patrząc na nie z pewnej perspektywy, były bardziej wkurzające niż te obecne. A poza tym, jeśli mam być szczery, nie trzeba się nad nimi za bardzo rozpisywać. Choć i tutaj mogę się mylić. Na warsztat wziąłem Ballon Fight, która już na starcie jest absurdalna. Jak można nazwać grę ‚Walka na balony’ i stworzyć coś takiego. Jakie trzeba leki pomylić, by wymyśleć taką grę. Szacun dla twórców.

Ballon Fight to prosta gra, mająca na celu wyeliminowanie wszystkich przeciwników z planszy. Proste, ale jak kurna trudne. Nasz bohater to kaskader w kasku, który za pomocą dwóch przyczepionych do tyłka balonów, może latać. Szok. Machając rękami może się unosić, wbrew przyciąganiu ziemskiemu. Bardziej przypomina to ogon wychodzący z odbytu, ale trzeba przyznać robi robotę. Sterowanie jest nie skomplikowane, przyciskach przycisk, wznosisz się, nie przyciskasz opadasz. Na twardym gruncie biegasz, a w wodzie toniesz.

Przeciwników w grze, można podzielić na cztery rodzaje. Pierwszy pierwotny – czyli dzięcioł, którego trzeba ukatrupić. Drugi neutralny – szczupak czający się w wodzie i polujący na ciebie, jak i na twoich przeciwników. Trzeci to natura – sroga, przewidywalna oraz niesprawiedliwa. Chmurki srają piorunami przypominającymi szurikieny. Dlaczego srogie? Gdyż zabijają cię od razu ze zetknięciem. Przewidywalne, dlaczego, że latają sobie po całej planszy w jednym kierunku i odbijają się od wszystkiego niczym piłeczka od ściany. Niesprawiedliwe, dlatego, że nie działają na dzięcioły. Pieprzeni programiści, nie ma w tej grze realizmu, no to jeszcze bardziej przeciągniemy granicę i na pohybel graczowi. Czwartym ostatnim twoim wrogiem jest twój kolega z drużyny. Czasami to on właśnie może przysporzyć ci najwięcej szkód. I doprowadzić w bardzo krótkim czasie do płaczu lub próby zamordowania go kablem od pada.

Samemu, niestety, gra staje się nudna już po kilku minutach grania, natomiast we dwóch, po kilku godzinach, wyzywania się i przeklinania braku umiejętności sterowania. Tutaj gra przez chwilę, może być przez swoje wkurwienia nawet bardzo zabawna, a pękające baloniki mogą przynosić więcej radość niż drażnić i doprowadzać do śmiechu. Gra do polecenia na kolejną nudą randkę, która na pewno nie skończy się w łóżku. To oczywiście zależy czy gra się na poważnie czy dla zabawy, a jeśli ktoś traktuję tą grę poważnie jest skończonym idiotą smutnym nerdem.

Trzeci tryb magicznie nazywający się ‚balloon trip’ to swego rodzaju konkurs. Zabaw w trupa. Ten, kto przefrunie dłuższą odległość pomiędzy latającymi piorunami i zdobędzie więcej punktów, ten wygrywa. Może także zbierać sobie baloniki, które dają mu dodatkowe punkty, ale kto by miał na to czas, gdy pioruny latają w każdym kierunku. Poziom trudności, ogromny, tak więc tylko dla hardcorowego gracza.

Na koniec kilka słów o faunie. Szczupak czając się na ciebie w wodzie, to istny pod nosiciel ciśnienia. Nie zawsze zaatakuje w porę, lub co lepsze, nasz bohater ucieknie mu w ostatnim momencie i wtedy czeka nas wielka satysfakcja, aż kilka sekund później wściekły dzięcioł zaatakuję nas i rozwali nam balony. Te ptaszyska to głupki i idioci, ale trzeba im jedno przyznać potrafią dobrze pompować. Gdy im rozwalimy balona, wtedy opadają powoli na spadochronie i by ich zabić, trzeba im jeszcze rozwalić spadochron, ale gdy uda im się spać na stały grunt, no to tylko porządne kopnięcie, wykurzy ich z planszy. Niestety tutaj trzeba działać szybko, gdyż głupie dzięcioły mają ręczne pompki i mogą znów nadmuchać sobie balona i zacząć nas atakować w przestworzach. Chore i ja jestem chory pisząc o tym.

Podsumowując kolejną antyrecke, choć sam gra nie jest zbyt długa i wymagający jakiś znacznych umiejętności, wkurza zbyt słabo, a przynosi chyba więcej radości. Dlatego ocena to jeden upierdliwy piorun szuriken na pięć pompujących swojego balona dzięciołów – czyli latające mazurskie safari z balonem przyczepionymi do tyłka.

Data dodania: 22 marca 2014Autor: hongi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Copyright by EmuSite Team; 2006-2017
Design by Patryk M. (patro)

All rights reserved.

statystyka